sobota, 28 maja 2016

''Niebezpieczne Kłamstwa'' - Becca Fitzpatrick

sobota, 28 maja 2016
Wydawnictwo Otwarte, 418 stron
★★

Estella to siedemnastoletnia dziewczyna, której życie wywraca się do góry nogami za sprawą jednego wydarzenia. Nastolatka była świadkiem morderstwa. Ze względu na jej bezpieczeństwo zostaje objęta rządowym programem ochrony świadków, co wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Dziewczyna dostaje nową tożsamość i zostaje rozdzielona ze swoim chłopakiem i matką narkomanką. Stella – bo tak brzmi jej nowe imię – zostaje wywieziona do Thunder Basin w Nebrasce, gdzie ma przebywać pod opieką emerytowanej policjantki do ukończenia osiemnastu lat. Nastolatka jest zmuszona do dostosowania się do nowej sytuacji, w której się znalazła i porzucenia, przynajmniej na jakiś czas, wszystkiego co miało związek z jej dawnym życiem.

Becca Fitzpatrick od zawsze chciała pisać książki. Dla pisarstwa porzuciła nawet marzenia o zostaniu agentką CIA i pracę w służbie zdrowia. Sagę Szeptem przetłumaczono na kilkadziesiąt języków, a każdy jej tom od razu po premierze trafił na listę bestsellerów „New York Timesa”. Za swoich literackich mistrzów uznaje Jane Austen, J.K Rowling, Sandrę Brown i Nancy Farmer.

Jeśli chodzi o autorkę to nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Fitzpatrick. Już wcześniej miałam do czynienia z pierwszym tomem serii Szeptem tej autorki, który jakoś szczególnie mnie nie powalił. Jednak z jakiegoś dziwnego powodu niecierpliwie oczekiwałam na polską premierę Niebezpiecznych Kłamstw i czułam wielką potrzebę, by przeczytać tę książkę. Liczyłam na coś naprawdę dobrego, na książkę, która wbije mnie w fotel i sprawi, że do ostatniej strony będę wstrzymywała oddech. Czy się zawiodłam?

Główna bohaterka właściwie od samego początku mnie irytowała. Przez całą książkę, mimo że się starałam, nie udało mi się jej polubić. Odniosłam wrażenie, że uważała się za lepszą osobę, bo była z miasta, a wylądowała na jakiejś odciętej od cywilizacji wiosce. Nie raz autorka dawała czytelnikowi do zrozumienia, że Stelli nie podoba się pobyt w Thunder Basin i że dziewczyna czuje się, jakby była ponad mieszkańcami miasteczka. Nie podobało mi się jej zachowanie wobec swojej opiekunki. Miałam wrażenie, że Stella była zdziwiona tym, że ktokolwiek może jej cokolwiek rozkazać. Była przyzwyczajona do życia z matką, która w ogóle się nią nie przejmowała i dziewczyna w zasadzie mogła robić wszystko na co miała ochotę. Zachowywała się jak typowa nastolatka z amerykańskiego filmu, której przyszło zmierzyć się z przeciwnościami losu. Była strasznie irytująca i, jak już wspomniałam, nie zdołałam jej polubić.

Miałam spore oczekiwania co do tej książki, chociaż właściwie sama nie wiem skąd one się wzięły. Nie zmienia to faktu, że spotkało mnie spore rozczarowanie. Nie twierdzę, że książka jest zła, ale oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Do plusów można zaliczyć to, że czyta się ją bardzo szybko i w zasadzie jest to dosyć ciekawa powieść, ale nie jest to książka, która pozostanie w mojej pamięci. Nie będę do niej wracać, ani jej rozpamiętywać, bo nie było to nic szczególnego. Zwyczajna młodzieżówka, bez szału.

Za egzemplarz książki i możliwość jej zrecenzowania dziękuje wydawnictwu Otwartemu.

sobota, 21 maja 2016

Moje ulubione instagramowe profile

sobota, 21 maja 2016

Cześć! Z racji tego, że ostatnio na blogu pojawiają się same recenzje postanowiłam, że trochę go urozmaicę. Zapewne większość z was słyszała instagramowych kontach książkowych, których ostatnio pojawia się coraz więcej. Mnożą się także posty ze swego rodzaju rankingami ulubionych kont. Stwierdziłam, że też pokażę wam moich 10 ulubionych profili książkowych. Ograniczyłam się tylko do polskich kont, bo, szczerze powiedziawszy, słabo orientuję się w tych zagranicznych. Od razu zaznaczam, że lista jest w pełni subiektywna, a kolejność przypadkowa. Zapraszam! :)



















Prowadzicie książkowe instagramy? Jakie są wasze ulubione konta? Koniecznie napiszcie w komentarzach :)

sobota, 14 maja 2016

''Most do Terabithii'' - Katherine Paterson

sobota, 14 maja 2016
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 238 stron

W swoim życiu czytałam różne książki. Część z nich mi się podobała, część nie, ale są powieści, które są czymś więcej. Historie, które nie tylko się podobają, ale mają na nas wpływ. Historie, przy których śmiejemy się, płaczemy i które są dla nas po prostu w jakiś sposób wyjątkowe. Taką książką był dla mnie Most do Terabithii, po który po raz pierwszy sięgnęłam kilka lat temu, będąc w którejś klasie podstawówki. W tym wieku podobało mi się większość książek, które wtedy czytałam, ale tylko ta powieść tak mocno złapała mnie za serce.

Jesse i Leslie poznają się w szkole. Chłopak bierze udział w wyścigu z innymi uczniami szkoły, do którego trenował całe wakacje. Jest przekonany, że tym razem uda mu się wygrać, ale dziewczyna go prześciga. Po jakimś czasie rodzi się między nimi przyjaźń. Jesse i Leslie, dzięki linie zawieszonej na drzewie nad rzeką, dostają się do lasu, gdzie tworzą Terabithię – magiczną krainę pełną olbrzymów i innych magicznych stworzeń. Zostają jej władcami, bronią jej i strzegą przed wszelkim złem. Terabithia staje się ich drugim domem.

Mało było takich książek, które tak mocno na mnie wpłynęły. Mało jest też książek, przy których tak bardzo płakałam. Wierzcie mi, podczas czytania tej krótkiej, bo zaledwie dwustustronicowej powieści, tak bardzo zżyłam się z bohaterami i Terabithią, że kiedy nadeszło zakończenie po prostu nie mogłam powstrzymać łez. Za każdym razem kiedy sięgam po tę książkę, a robię to dosyć często, czuję się tak samo, jak za pierwszym razem kiedy ją czytałam.

Historia Leslie i Jesse'a opowiada nie tylko o ich przyjaźni. Jest ona głównym wątkiem powieści, ale ważne jest też to, dlaczego chłopiec wolał spędzać czas w Terabithii, a nie w domu. Powieść porusza także temat relacji rodzinnych, które nie zawsze układają się tak, jak byśmy chcieli. Jesse był artystą, ale jego ojciec tego nie akceptował. Uważał pasję syna za stratę czasu, przez co Jesse czuł się samotny i niezrozumiany. Dlatego tak dobrze czuł się w Terabithii, razem z Leslie. Bo tam, to oni nad wszystkim panowali i wszystko było takie, jak sobie to wymarzyli. Kraina ich własnym królestwem, schronieniem przed otaczającą ich brutalną rzeczywistością.

Most do Terabithii to książka skierowana do młodszych czytelników, ale ja uwielbiam do niej wracać nawet teraz, mając prawie osiemnaście lat. To historia o pięknej przyjaźni i potędze wyobraźni, której niestety tak nam dzisiaj brakuje. Darzę tę powieść ogromnym sentymentem i już zawsze będzie zajmować w moim sercu szczególne miejsce. Myślę, że każdy powinien po nią sięgnąć, bez względu na wiek, bo jest to cudowna historia, która przypomni wam lata dzieciństwa.
Po prostu zamknij oczy i otwórz wyobraźnię.

niedziela, 8 maja 2016

''Panika'' - Lauren Oliver

niedziela, 8 maja 2016
Wydawnictwo Otwarte, 360 stron

Co roku, w czasie wakacji, w niewielkim miasteczku Carp organizowana jest gra, w której udział może wziąć każdy. Gra, w której uczestnicy są narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwo wykonując narzucone im zadania. Gra, o której prawie nikt nic nie wie – kto ją wymyślił, kim są organizatorzy. Gra, w której można wygrać duże pieniądze. Ta gra to Panika. Heather Nill od zawsze gardziła Paniką, ale kiedy zrywa z nią chłopak dziewczyna pod wpływem impulsu zgłasza swój udział w grze, gdzie zmuszona jest do przekraczania własnych granic i stawienia czoła własnym lękom. 

Lauren Oliver jest autorką, którą darzę ogromnym sentymentem. Jej poprzednie powieści, z którymi miałam styczność wspominam dość pozytywnie, więc po Panikę sięgnęłam mając wobec niej, nie będę ukrywać, dosyć spore oczekiwania. Na początku trochę się wahałam, głównie dlatego, że opis Paniki przywodzi mi na myśl popularne Igrzyska Śmierci, które, swoją drogą, uwielbiam. Ostatecznie jednak postanowiłam sięgnąć po tę powieść.

Ciężko jest mi cokolwiek napisać na temat głównej bohaterki, poza tym, że była po prostu głupia. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Chłopak z nią zrywa, więc ona zgłasza się do niebezpiecznej gry, w której może stracić życie. Świetny sposób na leczenie złamanego serca. Dla mnie to po prostu skrajna głupota. Każdy miał swoje powody, by wziąć udział w Panice, ale dla mnie cała ta gra była po prostu bez sensu. Ryzykowanie życia dla pieniędzy, czy naprawdę warto?

Panika nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Nie czytałam jej z zapartym tchem, tak jak tego oczekiwałam, a jedynie ze znudzeniem przewracałam kolejne strony modląc się, by już nadeszła ostatnia. Język, którym autorka posługiwała się w Panice, był dla mnie jednym z największych minusów. Długie i nużące opisy sprawiały, że prawie zasypiałam podczas czytania. Poza tym, zaryzykuję stwierdzenie, że książka była po prostu nudna. Nie było w niej napięcia, ani niczego, czego oczekiwałam po autorce. Styl pisania pani Oliver sprawił, że ledwo przebrnęłam przez Panikę. Czytało mi się ją strasznie ciężko i opornie. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak męczyłam się z czytaniem.

Gdybym miała opisać Panikę jednym słowem powiedziałabym, że jest nijaka. Właśnie to określenie ciśnie mi się na usta kiedy myślę o tej książce. Nie wywołała we mnie kompletnie żadnych emocji, nie sprawiła, że miałam ochotę czytać dalej. Wręcz przeciwnie, po kilkunastu stronach miałam już dość tej powieści i miałam ochotę po prostu ją odłożyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że recenzja jest krótka i dosyć chaotyczna, ale naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym napisać o tej książce. Autorka bardzo zawiodła mnie tą pozycją, bo miałam wobec niej oczekiwania, które niestety nie spełniły się nawet w najmniejszym stopniu. W Panice nie było nic, co mogłoby mnie skłonić do polecenia jej wam.

Za egzemplarz książki i możliwość jej zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

niedziela, 1 maja 2016

''Czy wspominałam, że cię kocham?'' - Estelle Maskame

niedziela, 1 maja 2016
Wydawnictwo Feeria Young, 404 strony


Rodzice szesnastoletniej Eden Munro rozwiedli się przed trzema laty i od tamtego czasu ojciec dziewczyny nie kontaktował się z nią, ani z jej matką. Pewnego dnia mężczyzna proponuje córce spędzenie wakacji w Los Angeles, gdzie przeprowadził się po rozwodzie, z nim, jego nową żoną i jej trzema synami. Dziewczyna zgadza się i wyrusza do słonecznej Kalifornii, gdzie poznaje swoją macochę i przyszywanych braci – młodszych Chase'a i Jamiego oraz starszego Tylera. Eden szybko znajduje sobie znajomych w nowym miejscu, szybko też zdaje sobie sprawę z tego, że Tyler to kochający imprezy, alkohol i inne używki dupek, który pod maską obojętności kryje w sobie tragiczną przeszłość, o której nie wie prawie nikt. Eden i Tyler zaczynają się do siebie zbliżać i wbrew wszystkim przeciwnościom zakochują się w sobie.

Estelle Maskame zaczęła zamieszczać kolejne rozdziały swojej książki na platformie Wattpad, gdy miała 17 lat. Od razu zyskała rzesze wiernych czytelniczek i została nazwana "głosem pokolenia". Dorastała w rodzinie rybaków w małym miasteczku w północno-wschodniej Szkocji i póki co nie planuje wyprowadzki. Jest absolutnym molem książkowym, uzależnionym od książek młodzieżowych. Po ukończeniu szkoły pracowała w paru miejscach na część etatu, a teraz zajmuje się pisaniem w pełnym wymiarze godzin.

Powiem szczerze, że podeszłam do tej książki z ogromnym dystansem. Sam fakt, że wcześniej była publikowana na wattpadzie sprawił, że nastawiłam się na typowo odmóżdżającą szablonową młodzieżówkę. Wiele się nie pomyliłam, bo rzeczywiście Czy wspominałam, że cię kocham? to typowa, niezbyt ambitna powieść dla młodzieży, ale przyznaję, że spodobała mi się bardziej niż myślałam. Na początku czytanie szło mi trochę opornie głównie ze względu na przydługie opisy, które były nieco nużące, ale w miarę jak fabuła zaczęła się rozwijać przestało mi to przeszkadzać.

Jeśli chodzi o główną bohaterkę to mam co do niej mieszane uczucia. Nie wiem, czy będąc na jej miejscu zgodziłabym się spędzić lato z ojcem, który po rozwodzie z jej matką nie odzywał się do niej przez trzy lata. Dziwi mnie tak samo jej jak i jego zachowanie. Tak po prostu, po takim długim czasie, kiedy zdążył ożenić się po raz drugi przypomina sobie o córce i zaprasza ją do siebie, a ona się zgadza. Nie jestem na jej miejscu i nie wiem co czuła kiedy ojciec się do niej odezwał, ale i tak wydaje mi się to co najmniej dziwne. Jej relacja z Tylerem też mnie dziwi. Pomijając fakt, że jest jej przyszywanym bratem chłopak ma przecież dziewczynę, z którą Eden się zaprzyjaźniła. Mimo to, dziewczyna coraz bardziej zbliżała się do chłopaka. Nawet jeśli on sam chciał z nią być powinna mieć trochę oleju w głowie.

Tyler to typowy bad boy. Pije, ćpa, imprezuje, ma gdzieś wszystkich wokół. Jego kreacja w ogóle mnie nie zdziwiła, wiedziałam, że główny bohater w tego typu książkach po prostu musi taki być. Zapewne strasznie by mnie denerwował, gdyby nie to, że jakoś nie specjalnie się nim przejmowałam. Od razu było wiadomo, że coś ukrywa i jego zachowanie jest spowodowane jakimś traumatycznym przeżyciem. Generalnie jego postać nie szczególnie mnie zaskoczyła, tak samo jak ludzie z jego otoczenia. Dziewczyna, która jest z nim tylko dlatego, aby utrzymać swoją reputację i chyba nie była do końca stabilna emocjonalnie, koledzy, którzy tak samo jak on nie stronili od alkoholu.

Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony jest to bardzo szablonowa i dosyć przewidywalna młodzieżówka, ale z drugiej bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Nie wiem czy polecić wam tę powieść czy nie. Jeśli lubicie tego typu pozycje – lekkie i niezbyt wymagające to sięgnijcie po Czy wspominałam, że cię kocham?, ale podejdźcie do niej z dystansem, bo możecie się rozczarować.

Za egzemplarz książki i możliwość jej zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Feeria Young.
Litery na papierze © 2014