sobota, 14 maja 2016

''Most do Terabithii'' - Katherine Paterson

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 238 stron

W swoim życiu czytałam różne książki. Część z nich mi się podobała, część nie, ale są powieści, które są czymś więcej. Historie, które nie tylko się podobają, ale mają na nas wpływ. Historie, przy których śmiejemy się, płaczemy i które są dla nas po prostu w jakiś sposób wyjątkowe. Taką książką był dla mnie Most do Terabithii, po który po raz pierwszy sięgnęłam kilka lat temu, będąc w którejś klasie podstawówki. W tym wieku podobało mi się większość książek, które wtedy czytałam, ale tylko ta powieść tak mocno złapała mnie za serce.

Jesse i Leslie poznają się w szkole. Chłopak bierze udział w wyścigu z innymi uczniami szkoły, do którego trenował całe wakacje. Jest przekonany, że tym razem uda mu się wygrać, ale dziewczyna go prześciga. Po jakimś czasie rodzi się między nimi przyjaźń. Jesse i Leslie, dzięki linie zawieszonej na drzewie nad rzeką, dostają się do lasu, gdzie tworzą Terabithię – magiczną krainę pełną olbrzymów i innych magicznych stworzeń. Zostają jej władcami, bronią jej i strzegą przed wszelkim złem. Terabithia staje się ich drugim domem.

Mało było takich książek, które tak mocno na mnie wpłynęły. Mało jest też książek, przy których tak bardzo płakałam. Wierzcie mi, podczas czytania tej krótkiej, bo zaledwie dwustustronicowej powieści, tak bardzo zżyłam się z bohaterami i Terabithią, że kiedy nadeszło zakończenie po prostu nie mogłam powstrzymać łez. Za każdym razem kiedy sięgam po tę książkę, a robię to dosyć często, czuję się tak samo, jak za pierwszym razem kiedy ją czytałam.

Historia Leslie i Jesse'a opowiada nie tylko o ich przyjaźni. Jest ona głównym wątkiem powieści, ale ważne jest też to, dlaczego chłopiec wolał spędzać czas w Terabithii, a nie w domu. Powieść porusza także temat relacji rodzinnych, które nie zawsze układają się tak, jak byśmy chcieli. Jesse był artystą, ale jego ojciec tego nie akceptował. Uważał pasję syna za stratę czasu, przez co Jesse czuł się samotny i niezrozumiany. Dlatego tak dobrze czuł się w Terabithii, razem z Leslie. Bo tam, to oni nad wszystkim panowali i wszystko było takie, jak sobie to wymarzyli. Kraina ich własnym królestwem, schronieniem przed otaczającą ich brutalną rzeczywistością.

Most do Terabithii to książka skierowana do młodszych czytelników, ale ja uwielbiam do niej wracać nawet teraz, mając prawie osiemnaście lat. To historia o pięknej przyjaźni i potędze wyobraźni, której niestety tak nam dzisiaj brakuje. Darzę tę powieść ogromnym sentymentem i już zawsze będzie zajmować w moim sercu szczególne miejsce. Myślę, że każdy powinien po nią sięgnąć, bez względu na wiek, bo jest to cudowna historia, która przypomni wam lata dzieciństwa.
Po prostu zamknij oczy i otwórz wyobraźnię.

10 komentarzy:

  1. Świetna recenzja. Trafiała do mojego serca. Serio, serio.

    OdpowiedzUsuń
  2. Film mi się bardzo podobał a książkę już od dawna mam zamiar przeczytać tylko nigdzie nie mogę jej znaleźć. A twoja recenzja mnie jeszcze bardziej do tego zachęciła.
    Pozdrawiam :)
    http://life-ishappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam ją mając naście lat, bardzo mnie wzruszyła. świetna historia. pozdrawiam :)
    wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tego co pamiętam, chyba oglądałam film i bardzo mi się spodobał :) Myślę zatem, że sięgnę wkrótce również po książkę i odświeżę sobie tą piękną historię.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedyś,dobrych parę lat temu,byłam na tym filmie w kinie.podobało mi się ogromnie!nie wiem więc jak to możliwe,że do niedawna nie wiedziałam o istnieniu książki...
    a mam taką ochotę,ba,POTRZEBĘ,by ją przeczytać... :)
    pozdrawiam!
    marcepanowerecenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam tylko film, książki niestety nigdy nie zdołałam przeczytać, może kiedyś jak będę miała chwilę...
    Pozdrawiam! :)
    http://natalie-and-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. oglądałam tylko film, ale dzięki Tobie wiem, jak wiele straciłam nigdy nie sięgając po książę. Koniecznie muszę nadrobić moje zaległości!
    Pozdrawiam cieplutko, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowita okładka, jakoś nigdy nie miałam w swoim zasięgu tej książki, ale pamiętam, że jak byłam w gimnazjum, to przyjaciółka podczas jednego z wieczorów filmowych właśnie puściła ten film. Mam taką zasadę, że jak już obejrzę film, to nie czytam tej książki - działa to też na odwrót, często bowiem byłam świadkiem zmieniania poniekąd drobiazgów, ale to na nie zwracam największą uwagę. Miłego wieczoru!

    http://kochamcieanonimowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam film, kilkakrotnie i uwielbiam go <3 Strasznie się wzruszam na nim i nie mogę się pogodzić z zakończeniem... myślę, że fajnie by było poznać wersję książkową, pewnie też będę płakać :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Książki niestety nie czytałam, ale oglądałam film, który bardzo mi się podobał.
    Pozdrawiam :-*

    http://zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)

Copyright © 2016 Litery na papierze , Blogger